Kosztowny stres

16/05/2010, niedziela

Dzisiejszy Independent zajrzał do wyników badań nad stresem w pracy, które mają jutro zostać opublikowane w Wielkiej Brytanii.

Jak wynika z sondażu przeprowadzonego w grupie ponad 2 tysięcy osób, stres związany z pracą kosztuje brytyjskie firmy 26 miliardów funtów rocznie.

Rys.: kroszk@ / CC BY 2.0

Jedna czwarta badanych przyznała że w przeszłości rzuciła pracę z powodu braku wsparcia ze strony przełożonego. 17% – z powodu nadmiaru pracy i długich godzin przewyższających ich siły i możliwości.

Niemal 20% przyznaje że brało urlop na żądanie z powodu strachu przed pójściem do pracy. Prawie każdy badany kłamał pytany o powód zwolnienia.

Zdaniem badaczy, pracodawcy dla dobra własnych firm powinni być bardziej „inteligentni emocjonalnie”. Bo pracownik zestresowany to pracownik mający problem z koncentracją, słabo zmotywowany, zmęczony i mało wydajny.

Na dobry początek proponują by wszyscy pracodawcy brytyjscy poświęcili jutrzejszą przerwę na lunch i zainteresowali się kondycją psychiczną swoich podwładnych.

Ci okropni Grecy

06/05/2010, czwartek

Winni kryzysu, bo żyli ponad stan, oszukiwali w statystykach, przymykali oko na czarny rynek. Bo dzikusy i lenie.

Nie znam się na ekonomii, ale mieszkałam w Grecji kilka lat temu. Na tyle długo, żeby zobaczyć jak wielki bałagan panował w całym kraju. Załatwianie czegokolwiek w urzędzie ciągnęło się tygodniami: kiedy przychodziło się rano, odpowiedniej osoby nie było. W południe? – Akurat wyszedł na kawę. A popołudniu już zdążył wyjść do domu. I tak w kółko.

Tydzień bez strajku był tygodniem straconym. Albo kierowcy autobusów, albo metro, albo taksówki, albo poczta… Każdy miał nie dość dobrze. Taksówkarze biorąc jeden kurs „podwozili” jeszcze kilka osób, którym akurat było po drodze. Oczywiście kasując je poza taksometrem, że o kasie fiskalnej nie wspomnę.

To wszystko i wiele innych spraw rzucało się w oczy nawet osobie z zewnątrz. W środowiskach dyplomatycznych żartowało się, że Grecy remontują Akropol dłużej niż Starożytni go budowali. Wszystko to oczywiście za pieniądze z Unii.

Nie wierzę, żeby te informacje nie docierały do rządów. Niemcy, którzy mieli rozległe interesy w całej Grecji też musieli o tym wiedzieć. Ale w okresie pompowania bańki kredytowej pozwalanie Grekom na zadłużanie się najwyraźniej było wszystkim na rękę. Tyle że teraz zwalanie na nich całej winy za obecny stan rzeczy jest zwyczajnie nie fair.

Powrót do przeszłości

20/04/2010, wtorek

Wybuch wulkanu na Islandii cofnął nas do XIX wieku, uwięził setki tysięcy podróżnych na lotniskach i zagroził zintegrowanej Europie. Rozpoczęta w poniedziałek sesja Parlamentu Europejskiego potrwa krócej (do środy) i nie będzie w jej trakcie głosowań, ze względu na to, że do Strasburga dotarło około 60% eurodeputowanych. Zastanawiający jest powód skrócenia sesji – „tak, by europosłowie mieli więcej czasu na powrót do domów”. Wiadomo – poselski weekend rzecz święta.

Na pytanie „co dalej?” stara się odpowiedzieć wielu, między innymi Michio Kaku, profesor fizyki teoretycznej City College w Nowym Jorku, autor książki „Fizyka niemożliwego”. Według profesora, można nakreślić trzy scenariusze wydarzeń:

1. Najbardziej optymistyczny

W ciągu najbliższych kilku dni wyczerpie się magma albo roztopi cały lód. Bez lodu to będzie zwykła erupcja (bo to lód ze zwykłego popiołu robi szkło krzemionkowe niszczące silniki samolotów).

2. Najbardziej prawdopodobny

Powtórka erupcji z 1821 roku, która trwała 13 miesięcy. Jeśli spełni się ten scenariusz, linie lotnicze będą zmuszone bawić się w kotka i myszkę z naturą przez kolejne miesiące. Samoloty będą latać tylko wtedy, kiedy pomyślny wiatr będzie przewiewał chmurę. A piloci będą latać w nieustannym strachu.

3. Najbardziej pesymistyczny

Ta erupcja wywoła kolejną, silniejszą. Na Islandii jest 35 aktywnych wulkanów, a zazwyczaj wybuch jednego budzi kolejny. Tak było w 1783, kiedy erupcja trwała 8 miesięcy, zabiła większość trzody i zrujnowała rolnictwo. W rezultacie wymarło 25% populacji kraju, a na całym kontynencie zginęły dziesiątki tysięcy ludzi. 1783 przeszedł do historii jako „rok bez lata” i początek okresu głodu, który zdaniem historyków doprowadził do Rewolucji Francuskiej.

Co zatem warto zrobić? Chyba zaprząc naukowców do prac nad odpornymi szybami do kokpitów i filtrami do silników. Bo z wulkanami nigdy nic nie wiadomo.

Rozmiar nie ma znaczenia

13/03/2010, sobota

Kampanię pod tym hasłem wypuściła Kanadyjska Federacja Żydowskich Studentów. Oficjalnie Izrael nie przyznaje się by miał z nią cokolwiek wspólnego.

Być może dlatego, że na całym świecie i w Izraelu została wyśmiana. I że to nie pierwszy niefortunny pomysł na promowanie tego kraju (który, nawiasem mówiąc, reklamy chyba nie potrzebuje).

Inny spot przekonywał widzów, że „wielbłąd to typowe izraelskie zwierzę, używane przez mieszkańców kraju do podróżowania poprzez pustynię, na której mieszkają”. Chodziło chyba o żart ze stereotypu – że Izrael jest postrzegany jako daleki, orientalny zakątek Ziemi.

W marcu 2009 roku premier Netanjahu zarządził utworzenie strony nazwanej „Masbirim”, czyli „Objaśniacze”, proponującej Izraelczykom gotowe tematy do rozmów z ludźmi w innych krajach. W ten sposób każdy obywatel może zostać ambasadorem własnego kraju. Czy to nie jest genialne? Na pewno. Więcej na ten temat na blogu Foreign Policy.

Dzień kobiet

12/03/2010, piątek

Kobiety nie bije się nawet kwiatkiem. Problem w tym, że większość wolałaby raczej oberwać całym bukietem, niż być lekceważona.

Według brytyjskich badań opublikowanych z okazji Dnia Kobiet, wynika jasno: mimo, że w społeczeństwie jest więcej kobiet niż mężczyzn, nijak nie przekłada się to na ich reprezentację w telewizji.

Na każdą kobietę pojawiającą się na szklanym ekranie przypada dwóch mężczyzn. Z tych kobiet zaledwie co dziesiąta jest powyżej czterdziestki. Wśród mężczyzn – sześć na dziesięciu.

A jak już kobieta się w telewizji pojawia, to lepiej żeby mówiła na jakiś lekki, „kobiecy” temat, na przykład o kuchni albo zdrowiu i urodzie. Bo o polityce czy gospodarce to raczej nie – co potwierdza badanie (31% udziału dziennikarek w programach informacyjnych). Nierówność wkrada się nawet do sond ulicznych. Jeśli dotyczą istotnych kwestii, kobiety stanowią statystycznie jedną trzecią pytanych.

Jak jest w Polsce? Chyba jeszcze gorzej. Dopuszczane do głosu w poważnych kwestiach dziennikarki można policzyć na palcach obu rąk. Większość to jednak miłe panie z telewizji śniadaniowej i programów „kobiecych”. O patologii w postaci „starych bab na korytarzach” nie wspominając.

Czuli barbarzyńcy

20/02/2010, sobota

Wspaniała walentynkowa reklama PUMY wykorzystująca brytyjskich „kiboli”. Urocze.

Zbrodnie miłości

18/02/2010, czwartek

Ray Gosling, dziennikarz BBC, zabił umierającego kochanka. Żeby wszystko było tak, jak dzisiejsza publisia lubi, wyznał to podczas programu telewizyjnego. Nie znane jest nazwisko zabitego mężczyzny. Wiadomo tylko, że wszystko miało miejsce w połowie lat 80., kiedy AIDS zaczynało zbierać śmiertelne żniwo. Dziennikarz zabił kochanka z litości – nie mógł patrzeć na jego powolną agonię w straszliwych męczarniach. Poprosił lekarza, żeby zostawił ich na chwilę samych, a gdy ten wyszedł – zadusił ukochanego poduszką.

Teraz brytyjska policja zabiera się za przesłuchiwanie jego przyjaciół i czytanie skonfiskowanych dokumentów, próbując dojść do tego kim był zabity człowiek. A brytyjska opinia publiczna powraca do debaty nad eutanazją.

A sam Gosling? Nie wiadomo. Ciekawe, czy poczuł ulgę, że w końcu powiedział o czymś, co musiało go dręczyć od lat? A może pluje sobie w brodę, że pod 30 latach konsekwentnego milczenia sam zdradził swój sekret?

JFK w kolorze

16/02/2010, wtorek

Ale numer! Po tylu latach, kiedy wydawać by się mogło, że znamy wszystkie zdjęcia i filmy przedstawiające zamordowanego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Johna F. Kennedy’ego, CNN donosi o rewelacji: nowym filmie dokumentującym przylot prezydenta do Dallas tego feralnego dnia.

Film jest kolorowy, jest w dobrym stanie i, jak powiedział Gary Mack, kurator Sixth Floor Museum, to „najlepszy znany film amatorski ukazujący przyjazd Kennedy’ego do Dallas”.

Autorem jest William Ward Warren, który 22 listopada 1963 roku miał 15 lat i został zwolniony ze szkoły, żeby mógł zobaczyć prezydenta. Film podarował muzeum.

Dać jej owsa!

16/02/2010, wtorek

I wszystko jasne! Seksafery w Samoobronie nie mogło być.
Tego wywodu logicznego nie da się podważyć.

Ci przemili Kanadyjczycy

14/02/2010, niedziela

Kanadyjczycy są znani z tego że są mili, uprzejmi i pomocni. Tacy Szwedzi Ameryki Północnej.

Tym bardziej zaskakujące jest zachowanie kanadyjskich działaczy olimpijskich po śmiertelnym wypadku na torze saneczkowym. Wypadek został potraktowany jak kolejna z serii niedogodności (najpierw śnieg nie chce padać, potem z powodu plusowych temperatur budzą się niedźwiedzie i straszą sportowców, a teraz to).

Z powodu wypadku kanadyjska drużyna ma mniejsze szanse, bo zmieniono trasę i trzeba przyzwyczajać się do nowej. A wiadomo, że Kanada postawiła sobie ambitny cel zdobycia 30 medali podczas tych igrzysk.

Środki wiodące do tego celu były niezbyt sportowe: innym drużynom po prostu utrudniano dostęp do obiektów, przez co nie mogły w takim stopniu jak gospodarze wyćwiczyć tras. Jednym z takich sportowców był zmarły gruziński saneczkarz, Nodar Kumaritaszwili, który na nieszczęsnym torze ćwiczył przez tydzień w listopadzie ubiegłego roku. W sumie zjechał 25 razy. Kanadyjscy saneczkarze zjeżdżali na tym samym torze średnio 250 razy.

O tym, że tor jest niebezpieczny mówiono od 2008 roku, kiedy został otwarty. Zdarzyły się na nim dziesiątki wypadków. Ale z wydanego przez władze Międzynarodowej Federacji Saneczkarskiej oświadczenia wynika, że sportowiec był sam sobie winny. Po prostu jechał za szybko. Bo w zawodach nie chodzi przecież o bicie rekordów…